Wywiad z Jerzym Mellibrudą

Z Jerzym Mellibrudą o przemocy domowej, jej rodzajach, przejawach i sposobach radzenia sobie rozmawiają Agnieszka i Jakub Kołodziejowie.
Jerzy Mellibruda – profesor psychologii, kierownik Katedry Psychologii Uzależnień, Przemocy i Sytuacji Kryzysowych w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej. Certyfikowany psychoterapeuta i superwizor Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego i Psychologicznego, założyciel i dyrektor Instytutu Psychologii Zdrowia PTP, dyrektor Profesjonalnej Szkoły Psychoterapii SWPS, założyciel czasopisma „Niebieska Linia”. Autor wielu książek, m.in. „Przeciwdziałanie przemocy domowej”.

Agnieszka i Jakub Kołodziejowie: Ostatnio dużo mówi się w mediach o przemocy w rodzinie. Czy oznacza to, że jest jej więcej, czy temat bardziej ujrzał światło dzienne? Na ile przemoc jest obecna w rodzinach w Polsce?

Jerzy Mellibruda: Kiedyś niewiele o tym mówiono i niewiele pisano, z wyjątkiem koszmarnych opowieści o „rodzinach z marginesu” stanowiących w świadomości społecznej znikomy procent populacji. Od kilkunastu lat w Polsce coraz częściej posługujemy się terminem „przemoc w rodzinie” lub nieco łagodniejszym „przemoc domowa”. Trudno dokładnie oszacować rozmiary przemocy domowej w Polsce. Jest prawdopodobne, że przemoc występuje w co najmniej kilkunastu procentach rodzin. Każdego roku do sądu zgłaszanych jest zaledwie kilkanaście tysięcy spraw o znęcanie się nad rodziną, ale policja w tym czasie rejestruje setki tysięcy tzw. awantur w rodzinie, do których jest wzywana. Sprawa jest skomplikowana, gdyż ofiary przemocy, najczęściej kobiety, obawiają się składać formalne skargi, a często zdarza się, że skargi już złożone wycofują i proszą, żeby nie zamykać męża do więzienia. Świadkowie przemocy domowej na ogół nie chcą zeznawać. Policja także niechętnie interweniuje w sprawy domowe i często nie potrafi zapewnić bezpieczeństwa kobiecie, która wzywała pomocy. Prokuratorzy nie lubią podejmować spraw, w których tak trudno o świadków i solidne dowody, oraz są krytycznie nastawieni do kobiet, które skargi wycofują. A adwokaci sprawców potrafią sprytnie podważać zeznania ofiar i obciążać je współwiną. Obserwujemy jednak w Polsce stopniowe, choć zbyt wolne, zmiany na lepsze w tych obszarach.

W przemocy domowej najbardziej istotna jest demonstracja i wykorzystanie siły lub władzy w sposób, który jest krzywdzący dla innych członków rodziny.
AJK: Dlaczego osoba najbliższa, małżonek krzywdzi swojego partnera lub swoje dziecko? Jakie są psychologiczne źródła przemocy?

JM: Psychologia sprawców przemocy nie jest jeszcze dziedziną bogatą w solidną wiedzę. Naganność postępowania sprawców bardziej skłania do ich karania, niż wnikliwego zastanawiania się, dlaczego tak robią. Jednak niemal zawsze za przemocą stoi niemoc albo obawa przed niemocą oraz czerpanie doraźnych korzyści z przemocy. Jednym ze szczególnie ważnych źródeł przemocy jest skrywane i dotkliwe poczucie niemocy, impotencji fizycznej lub psychicznej, które sprawca stara się zagłuszyć, a czasem zanegować poprzez akty przemocy. Kiedy przyglądamy się bliżej sprawcom, zauważamy, że chociaż na powierzchni mamy do czynienia z gniewem, mechanizmem motywującym do zachowań agresywnych często jest lęk. Przeżywanie gniewu bywa formą maskowania lęku. Ludzie szybko odkrywają, że gdy czegoś się boją i uda im się rozzłościć, lęk staje się mniej dotkliwy – schodzi na plan dalszy. U wielu ludzi formuje się automatyzm zamieniania lęku i frustracji na złość, która jest agresywnie rozładowywana, gdy można to robić bezkarnie. Nieraz sprawcy w ogóle nie podejmują próby kontrolowania swojego gniewu, a nawet z premedytacją go potęgują. Czasem próby kontroli są podejmowane, ale okazują się nieskuteczne w wyniku zawężenia lub zniekształcenia świadomości w trakcie rozwijającej się reakcji emocjonalnej oraz braku umiejętności samokontroli. Do aktów przemocy potrzebne jest jednak jeszcze coś więcej – pewien rodzaj przyzwolenia czy bezradności otoczenia społecznego.

Przemocy dokonują ci, którzy albo są słabi, albo boją się znacznego osłabienia.
AJK: Powszechnie mówi się o przemocy fizycznej i psychicznej. Czy nie jest to zawężenie problemu?

JM: Zwykle przy rozróżnieniu na przemoc fizyczną i psychiczną rozumiemy to tak, że pierwsza to bicie i kopanie, a druga obrzucanie obelgami i wyzwiskami. Przemocy fizycznej w rodzinie zawsze towarzyszy przemoc psychiczna, ale przemoc psychiczna – choć rzadko – może występować bez przemocy fizycznej. Sprawca bez stosowania przemocy fizycznej może zmusić ofiarę do zrobienia czegoś, co jest dla niej wstydliwe lub upokarzające. Termin „przemoc psychiczna” ma trzy znaczenia. Oznacza sytuację sprawowania przez sprawcę psychologicznej kontroli nad ofiarą; wskazuje, że krzywdzenie ofiary może dokonywać się za pomocą oddziaływań psychologicznych; oraz zwraca uwagę na uszkodzenia psychiki, spowodowane przemocą. W ekstremalnych przejawach przemoc psychiczna w rodzinie ujawnia podobieństwo do metod przymusu i terroru stosowanych w krajach totalitarnych wobec więźniów wojennych lub politycznych. Sprawca przemocy w rodzinie często stara się doprowadzić do izolacji społecznej ofiary, gdyż potęguje to jej bezsilność i bezradność. Kontroluje i ogranicza kontakty ofiary z innymi członkami rodziny, koleżankami, sąsiadami, stosując różnego rodzaju kary, niekoniecznie fizyczne – groźby, zastraszanie, upokarzanie itp. Pod wpływem udręczenia i tzw. prania mózgu u ofiary rodzi się przekonanie, że nie może być dla nikogo atrakcyjna i że utrzymanie związku ze sprawcą jest jedyną szansą, aby nie pozostać samotną. Pojawia się u niej stan nieustannego wyczerpania, będący wynikiem ciągłego stresu, czuwania nad samoobroną i spełnianiem żądań sprawcy, często zmieniających się i irracjonalnych. Energię ofiary pochłania też konieczność ukrywania strachu, rozpaczy i gniewu, ponieważ okazywanie tych i podobnych uczuć jest przez sprawcę ośmieszane lub karane.

Narastająca izolacja, ukrywanie przed innymi swego cierpienia, przekonanie o własnej beznadziejności pogłębiają bezsilność ofiary i powiększają władzę sprawcy.
AJK: Specjaliści pracujący z ofiarami przemocy wyróżniają przemoc gorącą i chłodną. Czym charakteryzuje się przemoc gorąca, a czym chłodna?

JM: U podstaw przemocy gorącej znajdujemy furię, czyli dynamiczne i naładowane gniewem zjawisko pękania tamy emocjonalnej, uruchamiające agresywne zachowanie. Furia jest wybuchem skumulowanych i trudnych do powstrzymania uczuć złości lub wściekłości. Jest to nie tylko groźne, ale również fascynujące i wstydliwe doznanie. Niektórzy uważają, że doświadczanie furii uruchamiającej akt przemocy miewa charakter ekstatyczny i sprawcy mogą „upajać się” stanem zmienionej świadomości, który temu towarzyszy. Furia najczęściej rozładowuje się w aktach bezpośredniej agresji fizycznej i psychicznej. Towarzyszy jej pragnienie wywołania cierpienia i spowodowania szkód. Gorącą przemoc mogą powodować negatywne i intensywne przeżycia związane z frustracją, z zablokowaniem jakichś dążeń, z niespełnianiem pragnień i oczekiwań. Pojawia się agresywna reakcja na stres, która nie zostaje powstrzymana i kieruje się przeciw członkowi rodziny. Istotnym czynnikiem bywa przekonanie sprawcy o niezdolności ofiary do obrony i poczucie własnej bezkarności. Słabość ofiary wynika z przewagi fizycznej sprawcy lub okoliczności, w jakich sprawca uzyskuje władzę psychiczną. Sprawcy towarzyszy wtedy poczucie, że „może sobie na wiele pozwolić”. Przemoc chłodna wydaje się znacznie spokojniejsza, choć czasem jest to spokój pozorny, skrywający silne emocje, ale skutecznie tłumione i kontrolowane. Polega na realizowaniu przez sprawcę specyficznego scenariusza zapisanego w jego umyśle, a czasem również w obyczajach i środowiskowej kulturze. Człowiek realizujący taki scenariusz przemocy, zmierzając do jakiegoś celu, jest gotowy do wtargnięcia na wewnętrzne terytorium psychiczne swego dziecka lub współmałżonka. Znajduje dla tego usprawiedliwienie nawet wtedy, gdy jest świadomy cierpienia, jakie spowodował. Przemoc taka jest narzędziem oddziaływania zmierzającego nieraz do wzniosłych celów, które uzasadniają bolesne dla bliskiej osoby środki.

Przemoc domowa bardzo rzadko jest jednorazowym wydarzeniem i sprawcy wielokrotnie powtarzają akty przemocy.
AJK: Jak postępuje sprawca przemocy gorącej, a jak sprawca przemocy chłodnej?

JM: Przemoc gorąca polega na utracie kontroli osobistej nad własnymi zachowaniami agresywnymi, które przypominają zachowania nałogowe. Nie oznacza to, że człowieka, który „nałogowo” dokonuje aktów przemocy, możemy uznać za osobę chorą i niewinną. Sprawca chłodnej przemocy na ogół pozostaje nieświadomy szkodliwości swego zachowania, ponieważ znajduje uzasadnienie nawet dla okrucieństwa. Chłodna przemoc wobec dzieci przybiera często formę „surowych i konsekwentnych” metod wychowawczych lub „sprawiedliwego karania”. Czasem krzywdzenie dzieci dokonuje się w trakcie prób kształtowania u nich pożądanych cech charakteru, a czasem jest tylko rezultatem mechanicznego powtarzania metod wychowawczych, jakich rodzice doświadczali w dzieciństwie, gdy sami byli ofiarami przemocy wychowawczej. Zdumiewającym zjawiskiem są nierzadkie wyznania: „Mój ojciec nie żałował pasa, ale jestem mu wdzięczny, bo wyrosłem na porządnego człowieka”, dostarczające usprawiedliwienia dla okrucieństwa kochanego rodzica. Stosowanie chłodnej przemocy wspierają ideologie autorytarnego wychowania, według których dzieci i słabsi mają mniej praw, a dorośli i silniejsi mogą ich prawa naruszać, jeśli zmierzają do słusznych celów. Sprawcy na ogół starają się znajdować poznawcze uzasadnienie dla aktów przemocy. Szczególnie dotyczy to negowania osobistej odpowiedzialności za dostrzegane szkody i obciążania odpowiedzialnością ofiary. Czasem usprawiedliwianie przemocy polega na uprzedmiotowieniu ofiary lub negowaniu jej wartości jako istoty ludzkiej. Czasami jest to głębokie wpojenie przekonania, że cierpienie i poniżenie zadawane były dla jej dobra.

AJK: Od czego przemoc zaczyna się najczęściej?

JM: Przemoc często zaczyna się od zachowań będących na pograniczu tego, co ludzie akceptują. Kiedy rozmawiamy z kobietami – ofiarami przemocy, o tym, jak wyglądał ich związek na początku, najczęściej opowiadają, że kiedyś chodziły z partnerem na randki, do kina, on nawet czasem przynosił kwiaty. Potem coś zaczęło się psuć. Jeszcze nie dochodziło do bicia, ale pojawiały się na przykład wulgarne słowa, jakich mężczyzna może i używał wcześniej, ale nie kierował ich pod adresem partnerki. I okazuje się, że moment, w którym ofiara po raz pierwszy odczuła jako nieprzyjemne zachowanie, które do tej pory akceptowała, bo na przykład wydawało jej się „męskie” i nie dotyczyło jej bezpośrednio, jest początkiem łańcucha. Dlatego tak ważne jest, aby kobieta nie pozwalała mężczyźnie na brak szacunku wobec siebie, na obraźliwe odzywanie się czy wulgarne zachowanie. Jeżeli kobieta, słysząc pierwszy raz wyzwiska pod swoim adresem, podejdzie do partnera i, patrząc mu prosto w oczy, powie: „Jeśli jeszcze raz tak się do mnie odezwiesz, nigdy więcej mnie nie zobaczysz”, zwykle nie dochodzi do eskalacji przemocy. Istotną rolę odgrywa też początkowy stan relacji między mężczyzną a kobietą, przede wszystkim asymetria dominacji i podporządkowania, widoczna już w momencie dobierania się par i rozpoczynania wspólnego życia. W zgodzie z tradycyjnym wzorem kulturowym pozostaje, że to mężczyzna jest w związku górą, co nie zawsze ma pokrycie w jego cechach psychologicznych – z czym nieraz trudno mu się pogodzić. Są mężczyźni, którzy mają tendencję do dominowania, przewodzenia, i kobiety, które mają skłonność do ulegania, podporządkowywania się. Bywa też i odwrotnie. Jeśli ludzie się kochają, mają szansę na szczęśliwe życie, akceptując cechy swoje i partnera. Postępowanie sprawców nieraz jest wspierane przez czynniki kulturowe. Mężczyzna znajduje się pod silną presją otoczenia, żeby być twardzielem. Chce się pokazać przed kolegami, zwłaszcza jeśli to kobieta w ich związku jest silniejsza, i ucieka się do aktów agresji, żeby zmniejszyć asymetrię sił. Wielu mężczyzn sądzi, że są takie okoliczności, które usprawiedliwiają uderzenie żony.

AJK: Czy można mówić o etapach rozwoju przemocy w związku? Jeśli tak, to jakie są to etapy?

JM: Analiza związków, w których stosowana była przemoc wobec kobiet, ujawnia, że w pierwszych latach rozwijania się przemocy często występuje specyficzny cykl przemocy, składający się z trzech powtarzających się faz. W fazie pierwszej narasta napięcie i agresywność sprawcy. Każdy drobiazg wywołuje jego irytację. Z byle powodu dochodzi do awantur, sprawca zaczyna więcej pić, prowokuje kłótnie i staje się coraz bardziej niebezpieczny. Kobieta stara się opanować sytuację i oddalić zagrożenie. Często pojawiają się u niej różne dolegliwości fizyczne, jak: bóle żołądka i głowy, bezsenność, utrata apetytu. Wpada w apatię lub ogarnia ją silny niepokój. Czasem, nie mogąc wytrzymać tego oczekiwania, sama prowokuje spięcie, żeby wreszcie „mieć to za sobą”. Następuje druga faza gwałtownej przemocy. Z mało istotnych powodów dochodzi do ataku agresji i rozładowania złości. Kobieta doznaje zranień fizycznych i psychicznych, znajduje się w stanie szoku. Stara się uspokoić sprawcę i ochronić siebie i dzieci. Odczuwa przerażenie, złość, bezradność i wstyd, traci ochotę do życia. W trzeciej fazie, nazywanej fazą miodowego miesiąca, wszystko się zmienia. Gdy partner wyładował już swoją złość i zaczyna zdawać sobie sprawę z tego, co zrobił, nagle staje się inną osobą. Stara się znaleźć jakieś wytłumaczenie i usprawiedliwienie. Przeżywa poczucie winy, okazuje skruchę, przeprasza i obiecuje, że to się już nie powtórzy. Zaczyna okazywać ciepło i miłość. Staje się znowu podobny do mężczyzny, którego kobieta pokochała i z jakim się związała. Przynosi kwiaty, prezenty, zachowuje się jakby nigdy nie było żadnej przemocy. Sprawca i ofiara zachowują się jak świeżo zakochana para. Kobieta zaczyna wierzyć, że partner się zmienił i że przemoc była jedynie incydentem, który już nigdy się nie powtórzy. Czuje się znowu kochana, spełniają się jej marzenia o miłości i szczęśliwym związku. Ale faza miodowego miesiąca przemija i wkrótce rozpoczyna się faza narastania napięcia. Wszystko zaczyna się od nowa. Przemoc w następnym cyklu na ogół jest bardziej gwałtowna i dłuższa. Doświadczenia miodowej fazy demobilizują ofiarę i utrwalają u sprawcy poczucie bezkarności oraz nadzieję, że następnym razem znowu jakoś sobie poradzi i uzyska przebaczenie. Następne fazy miodowe są już krótsze i mniej miodowe. Bywają chwile, gdy kobieta jest na tyle zrozpaczona, że zaczyna się wewnętrznie przygotowywać do wyrwania z pułapki i odejścia. Sprawca przemocy zwykle wyczuwa tę gotowość i reaguje chwilową zmianą postępowania. Okazuje czułość, kupuje prezenty, staje się pobłażliwy, czasem przeprasza. W miejsce lęku i rozpaczy u kobiety pojawia się chwilowa nadzieja, że wszystko się zmieni, więc rezygnuje z ucieczki i postanawia starać się o utrzymanie związku. Po kilkukrotnym powtarzaniu się takiego cyklu przemoc się utrwala i staje się integralną częścią związku. Towarzyszy jej coraz słabiej odczuwana przez osobę krzywdzoną nadzieja, że ten koszmar kiedyś się skończy, utrwala się stan lęku, cierpienia i bezradności, potęgują się destrukcja poczucia własnej wartości oraz negatywne nastawienie do siebie i do życia.

AJK: Co może zrobić małżonek, który dostrzega przemoc wobec siebie?

JM: Nie ma krótkiej i skutecznej recepty. Należy zwracać uwagę na pierwsze sygnały wskazujące na gotowość partnera do raniących zachowań i ich nie tolerować. Gdy zaczynają się powtarzać, konieczne jest wyrażanie zdecydowanego sprzeciwu i wskazywanie na zagrożenie dla trwałości związku. Jeśli to nie pomaga, należy szukać pomocy na zewnątrz, w miejscach zajmujących się przeciwdziałaniem przemocy. Może się okazać, że konieczne jest rozważenie zakończenia związku.

AJK: Generalnie, mówiąc o przemocy domowej, myśli się o przemocy mężczyzn wobec kobiet, dzieci, ale bywa i odwrotnie. Czy jest jakaś różnica między przemocą stosowaną przez mężczyzn a przemocą kobiet?

JM: Przewaga ilościowa przemocy mężczyzn wobec kobiet jest bardzo wyraźna, ale sytuacja odwrotna jest możliwa i coraz częściej jest obserwowana w Polsce, chociaż nie w postaci tak drastycznej agresji fizycznej. Przemoc wobec dzieci jest dokonywana zarówno przez mężczyzn, jak i przez kobiety, ale brakuje aktualnych badań empirycznych, które pokazywałyby ewentualne zróżnicowanie ilościowe płci sprawców takiej przemocy w Polsce. Większość przemocy wobec dzieci dokonuje się w tzw. szarej strefie – to znaczy nie jest rozpoznawana wtedy, gdy występuje. Dowiadujemy się o niej na ogół po wielu latach.

AJK: Dziękujemy za rozmowę.
WYWIAD UKAZAŁ SIĘ W „ZBLIŻENIACH” nr 7.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *