1475

Wywiad z Marzeną Szczygielską o małżeństwie, które nie może mieć dzieci, rozmawiają Agnieszka i Jakub Kołodziejowie.

Marzena Szczygielska – psycholog, systemowy terapeuta rodzinny. Prowadzi prywatną praktykę z zakresu poradnictwa, wsparcia i terapii dla rodzin adopcyjnych i zastępczych oraz osób będących w procesie leczenia niepłodności, także szkolenia i kursy dla osób przygotowujących się do przyjęcia dziecka jako rodzina adopcyjna bądź zastępcza oraz istniejących rodzin zastępczych. Pracowała w ośrodkach adopcyjnych w Krakowie i Lublinie oraz w Zespole ds. Pieczy Zastępczej i Asysty Rodzinnej MOPR w Lublinie.

Agnieszka i Jakub Kołodziejowie: Co przeżywają małżonkowie, którzy nie mogą mieć dzieci? Jak fakt ten wpływa na ich wzajemne relacje, odnoszenie się do siebie, oczekiwania, postawę wobec otoczenia?

Marzena Szczygielska: To bardzo trudny i złożony problem. Nieco inny w przypadku każdej osoby, której dotyczy. Wokół tego tematu pojawia się wiele mitów i błędnych przekonań, ale jedno jest pewne – niemożność doczekania się upragnionego dziecka wiąże się z ogromną presją i stresem, z którymi niełatwo sobie poradzić. To, jak przez ten proces przejdziemy, jest bardzo indywidualne. Zależy od: naszej osobowości, doświadczenia, poglądów na życie, relacji z partnerem itp., czyli od tego, jak w ogóle radzimy sobie z życiowymi trudnościami. Z drugiej strony charakteryzują go pewne typowe etapy, ramy, których znajomość może bardzo pomóc zarówno osobie bezpośrednio dotkniętej niezamierzoną bezdzietnością, jak i jej bliskim, często niewiedzącym, co zrobić i jak zachować się w zaistniałej sytuacji.

Niemożność doczekania się upragnionego dziecka wiąże się z ogromną presją i stresem.

AJK: Co dzieje się, kiedy para odkrywa, że może mieć problem z doczekaniem się potomstwa?

MS: Na początku zazwyczaj pojawia się zaskoczenie i niedowierzanie. Przecież plan był precyzyjny: studia, ślub, praca, mieszkanie, dziecko… Niczego nie zostawialiśmy przypadkowi, odpowiedzialnie układając swoje życie. Fakt, że może być inaczej, że to nie my podejmiemy decyzję, czy i kiedy pojawi się dziecko, jest dla małżonków szokiem. Trzeba czasu, żeby się z niego otrząsnąć i jakoś się do niego ustosunkować. Kiedy wszystko wskazuje, że nie jest to chwilowa niedyspozycja, idziemy do lekarza, robimy podstawowe badania, modyfikujemy lekko plany. „To tylko kwestia czasu” – pocieszamy się sami lub słyszymy od innych. Medycyna oferuje przecież tyle możliwości. Jednocześnie pojawia się, często jeszcze nieuświadamiany, niepokój. Ostatnio dużo mówi się o niepłodności jako chorobie XXI wieku. Nie sposób o tym nie myśleć. W Polsce podobno co piąta para ma problem z doczekaniem się potomstwa. Zaczynamy dostrzegać rodziny, w których dzieci pojawiły się późno, albo jest tylko jedno dziecko, albo nie ma dzieci. Pojawia się pytanie: „A może nas też to dotyczy?”. Coraz bardziej irytują delikatne sugestie lub całkiem bezpośrednie pytania otoczenia, jak np.: „Kiedy wreszcie doczekamy się wnuków?”. Napięcie rośnie. Niepokój staje się w końcu wszechobecny i trudny do zniesienia, tym bardziej że nic się nie zmienia. Zawodzą kolejne cudowne terapie, jesteśmy coraz bardziej wyczerpani fizycznie i psychicznie, powoli weryfikujemy życiowe plany i marzenia. A fakt, że otoczenie w swoim współczuciu i bezradności przyjęło postawę taktownego milczenia, zwiększa tylko poczucie izolacji i osamotnienia. Można powiedzieć, że osoby bezskutecznie starające się o dziecko, znajdują się w sytuacji emocjonalnego klinczu. Z jednej strony olbrzymi stres, napięcie, oczekiwania własne i otoczenia; z drugiej rady specjalistów, lekarzy i psychologów o konieczności odprężenia się, odpuszczenia, zajęcia się sobą i małżeńską relacją, odzyskania wiary i optymizmu jako warunków powodzenia starań. Myśli zaczynają krążyć wokół jednego tematu. Wszystkie plany, działania, decyzje zostają podporządkowane staraniom o dziecko. Staraniom, w których para często jest lub czuje się zupełnie sama.

Wiele osób starających się o dziecko mówi o poczuciu zamknięcia w zaklętym kręgu – dobre rady brzmią dla nich jak tragiczna ironia i są zupełnie niemożliwe do zrealizowania.

AJK: Czy w takiej sytuacji bliscy i przyjaciele mogą dać wsparcie?

MS: Czasem bliscy domyślają się, że coś jest nie tak, ale albo nie chcą wchodzić w tak intymne sfery życia, albo zupełnie nie wiedzą, jak pomóc. Zazwyczaj nie zdają sobie również sprawy z wagi problemu. Zresztą trudno się dziwić, często zwyczajnie brakuje im informacji. Niepowodzenia prokreacyjne to nie sprawy, o których rozmawia się z innymi jak o budowie domu czy kłopotach w pracy. Szczególnie jeśli ci inni to spełnieni rodzice i małżonkowie. Wiele par, których dotyczy problem bezdzietności, postrzeganych jest przez otoczenie jako ludzie sukcesu. Z boku widać przede wszystkim stabilną sytuację bytową i zawodową, całkiem dobrą relację małżeńską, mnóstwo wolnego czasu, którego – będąc „obłożonym kredytami i dziećmi” – można pozazdrościć. I z tej krótkowzrocznej zazdrości często biorą się kierowane pod adresem bezdzietnych par komentarze o wygodnictwie lub przestrogi o tykającym biologicznym zegarze. Otoczenie zazwyczaj nie ma pojęcia o toczonej rozpaczliwej walce o dziecko. Nie wie, że egzotyczne podróże to część medycznej terapii, a kosztowne pasje służą jedynie odwróceniu uwagi od kolejnych prokreacyjnych niepowodzeń. Dla wielu osób bezskutecznie starających się latami o dziecko zaangażowanie w te inne aktywności często okazuje się zbawienne. Ale nie dla każdego i nie w każdym okresie. Składa się na to kilka przyczyn. Jedną z nich jest fakt związany z tym, że w odczuciu małżonków brak dziecka kwestionuje wartość ich związku, blokuje możliwość przejścia na kolejny etap życia. Małżonkowie mają za sobą narzeczeństwo, ślub, mocno przedłużony miesiąc miodowy, nacieszyli się sobą nawzajem, dotarli, ustalając zasady i reguły wspólnego życia. Czują się w pełni gotowi na przyjęcie dziecka. Był to między innymi jeden z celów zawarcia przez nich małżeństwa, mniej lub bardziej świadomy. W potocznym, tradycyjnym rozumieniu to dziecko czyni z pary rodzinę. Trudno więc dziwić się, że bezdzietni małżonkowie czują się sfrustrowani i zawiedzeni. Ponadto brak dziecka przeżywany jest jako strata. I jak w każdym procesie straty, żałoby i towarzyszącego im smutku zawęża się pole naszej świadomości. I nic już nie jest ważne. Koncentrujemy się tylko na tym, co stanowi problem. W normalnych warunkach mechanizm ten ma pomóc zmobilizować wszystkie siły do walki z przeszkodą. Kiedy jednak się to nie udaje, a jednocześnie problem nie przestaje być bardzo ważny, może stać się ciężarem, obsesją, od której nie jesteśmy w stanie oderwać myśli.

Zostało jeszcze 77% artykułu

Subsktypcja Relate© pozwoli Ci przeczytać tekst do końca...

Testuj bezpłatnie Czytelnię Relate©

Przetestuj bezpłatnie subskrypcję i korzystaj z dostępu do Platformy Relate© z drugą połówką.

Testuj Czytelnię Relate©
  • Wystarczy, że jedna osoba z pary posiada subskrypcję.
  • Możesz zrezygnować w dowolnym momencie.
  • Masz już subskrypcję? Zaloguj się

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *