Jakub Kołodziej

O tym, że nadopiekuńczość szkodzi, wiemy chyba wszyscy, ale kiedy jako rodzice zaczynamy ją przejawiać, nazywamy to miłością. A gdy zaczynamy dostrzegać jej skutki, winny jest mąż albo żona, szkoła bądź koledzy. Często zmiana postawy graniczy niemal z cudem i jeśli już coś się zmieni, to albo dziecko ucieknie, albo będzie miało depresję, a my będziemy mieć poczucie odrzucenia i niewdzięczności lub porażki życiowej w postaci nieszczęśliwego syna lub córki.

Skąd bierze się w nas postawa nadopiekuńczości wobec dziecka?

Najczęściej są to przekazy rodzinne. W takich rodzinach dużo było lęku, że coś się stanie: jakaś choroba, wypadek, utrata bytu materialnego, głód. Osoby nadopiekuńcze mogły w swoich domach doświadczać także braku ciepła i teraz chcą dziecku dać coś, czego same nie miały. Paradoksalnie bywa tak, że jeśli ktoś przeszedł przez koszmar nadmiernej opieki, dokładnie wie, czego dziecku oszczędzić, stąd nie zawsze są to przenoszone wzorce.

Nadopiekuńczość to nie tylko lęk, że coś się stanie, to także chęć wynagrodzenia dziecku bycia dla niego nie dość dobrym rodzicem. A więc przyczyna naszej nadopiekuńczości jest mocno zakorzeniona w braku poczucia własnej wartości, ciągłej chęci udowadniania sobie, że jest się coś wartym.

Nadopiekuńczość jest również mocno uwarunkowana brakiem bliskiej relacji. Z jednej strony jest jej ogromna potrzeba, z drugiej nieuświadomiony lęk przed odrzuceniem. Jeżeli nie doświadcza się bliskości w partnerskim związku, łatwo swoją niezaspokojoną potrzebę ulokować w dziecku. Nadopiekuńczość to także lęk o siebie, lęk przed samotnością.

Przejawy nadopiekuńczości

Przejawy u rodziców (nie dotyczy dzieci do czwartego roku życia lub wymagających specjalnej troski)
  • Permanentne przemęczenie – ciągle coś jest do zrobienia dla domu i dzieci.
  • Brak czasu dla siebie – rezygnacja z własnych pasji, znajomych, wypoczynku.
  • Poczucie bycia nieszczęśliwym w życiu – ciągła praca, cierpienie, trud, zawsze coś wali się na głowę.
  • Przekonania o potrzebie poświęcenia swojego życia dla dziecka.
  • Brak bliskiej relacji z drugim rodzicem dziecka – troska o dziecko jest wygodną teorią wyjaśniającą życie obok siebie.
  • Częste bronienie dziecka – nie wolno na nie nic złego powiedzieć, gdy coś mu nie wyszło czy narozrabiało, winę ponosi na przykład nauczyciel albo koledzy.
  • Przekonanie, że gdyby nie dzieci, to życie nie miałoby sensu.
  • Karmienie – są domy, w których życie kręci się wokół jedzenia, na nic nie ma czasu, bo albo przygotowuje się posiłek, albo się po nim sprząta. Są tzw. karmiące matki, które cały czas przebywają w kuchni, szykują, przynoszą, donoszą, wynoszą, sprzątają i tak w kółko. Bywa tak, że dominującym tematem w relacji z dzieckiem jest kwestia jedzenia: „Co zjesz?”, „Jak zjesz, to…”, „Tak źle wyglądasz”. Dzieci są szantażowane, karane, bite za to, że nie zjedzą wszystkiego. W takim rodzicu jest silny lęk, że dziecko umrze z głodu. W rzeczywistości chodzi o trudność w nawiązywaniu bliskości. Poprzez karmienie wyrażana jest troska. Jest to sposób na relację, na bliskość; inaczej nie umieją. Bardzo często w domach, w których występuje nadopiekuńczość, pojawia się, głównie u dziewcząt, zaburzenie odżywiania – anoreksja, bulimia.
  • Ubieranie – najczęściej docieplanie albo kontrolowanie, czy dziecko jest ubrane adekwatnie do sytuacji, częste poprawianie stroju przy obcych.
  • Szantażowanie dziecka swoim cierpieniem – „Nie śpię po nocach”, „Chyba zawału przez ciebie dostanę”, „Wpędzisz mnie do grobu” itp. Są matki, które rozchorują się po to, żeby dziecko nie odeszło.
  • Częste konflikty między rodzicami, dotyczące sposobu wychowywania dziecka – np. ojciec wymaga, matka chroni; podważanie wymagań współmałżonka przy dziecku. Skrajnie prowadzi to do całkowitego wykluczenia jednego rodzica z procesu wychowania dziecka.
  • Ciągła troska i organizowanie dziecku wolnego czasu – wymyślanie zabaw, wyjazdy, kupowanie zabawek bez okazji, byle się nie nudziło.
  • Płacenie za dobre stopnie, za posprzątanie, zrobienie czegoś w domu – najczęściej to działa, ale uczy dziecko braku odpowiedzialności za dom, w którym mieszka.
  • Przekonanie: „Jak ja czegoś nie zrobię, to będzie to zrobione źle”, poprawianie, krytykowanie – np. dziecko odkurza, a my mówimy, że jest odkurzone niedokładnie i poprawiamy. Uczy to, że nie warto się przykładać, bo mama albo tata i tak to zrobią.
  • Zbytnie ingerowanie rodziców w wydatki dziecka, o ile dziecko nie wydaje na rzeczy szkodliwe dla siebie – np. dostaje pieniądze od dziadków i chce kupić siódmego misia. Możemy tłumaczyć, pokazywać inne opcje wykorzystania pieniędzy, ale też dziecko raz czy drugi może kupić sobie coś, co będzie nieudanym zakupem.
  • Szukanie dziecku pasji i spełnianie jego zachcianek – np. chce łowić ryby, a my kupujemy wędkę. Najczęściej takie pasje kończą się naszą frustracją, bo wędka leży za szafą.
Dzieci w naturalny sposób bronią się przed nadopiekuńczością: kombinują, buntują się, uciekają, chorują, są agresywne, nie uczą się, są bezczelne. Ważne jest właściwe odczytanie tych komunikatów.
Przejawy u dziecka
  • Trudności w nawiązywaniu relacji z rówieśnikami – począwszy od przedszkola, dziecko często wchodzi w rolę ofiary, nie umie się bronić, jest wykluczane przez rówieśników.
  • Częste skarżenie dorosłym – poszukuje pomocy, nie radzi sobie samo.
  • Gwałtowne reakcje – płacz, złość, pyskowanie na stawiane wymagania, jak np.: posprzątanie, odrobienie lekcji, odstawienie komputera. Gwałtowność reakcji jest oznaką, że dziecko wielokrotnie przekraczało granicę i teraz broni tego, co kiedyś już wywalczyło. Szybko uczy się, że nie warto prosić i argumentować – to nie działa; od razu należy krzyczeć, płakać, obrażać się – to działa.
  • Ciągłe niezadowolenie, postawa roszczeniowa – trudno dziecko zadowolić, potrzebuje ciągłej stymulacji i bardzo często zgłasza, że mu się nudzi; nie potrafi sobie zorganizować czasu.
  • Brak inicjatywy, chęci i motywacji – takie dziecko najczęściej wegetuje, nasze propozycje często są atrakcyjne i podnoszą poprzeczkę stymulacji, są łatwo dostępne, bez wysiłku ze strony dziecka, np.: „Chcesz narty?” – „Dobrze, dostaniesz”, „Chcesz komputer?” – „Będziesz miał komputer, byleś był zadowolony”, albo dla tzw. świętego spokoju.
  • Brak obowiązków w domu – chodzi nie tylko o sprzątanie u siebie w pokoju, swoich zabawek, ubrań, ale również o wykonywanie ogólnych prac związanych z prowadzeniem domu, np. zakupy. Bardzo korzystne są tzw. dyżury w kuchni, zmywanie naczyń czy włożenie do zmywarki, posprzątanie łazienki, ubikacji, odkurzanie itp. Takie czynności powinny wykonywać dzieci już w wieku szkoły podstawowej.
  • Depresja i zachowania autoagresywne – dziecko naturalnie czuje złość, ale ponieważ nie można czuć złości do kogoś, kto tak bardzo kocha, agresja przekierowywana jest na siebie. Naturalny zdrowy gniew jest przetwarzany na poczucie winy i zachowania autoagresywne.
W nadopiekuńczości jest bardzo dużo agresji.

Skutki nadopiekuńczości

Nadopiekuńczość jest postawą, która niszczy poczucie wartości, zabiera tożsamość, rodzi agresję, ostatecznie zaburza osobowość i może uczynić z dziecka przyszłego tyrana. Tyrania będzie polegała bądź na ciągłym odreagowywaniu na innych, bądź uwieszaniu się na kimś, żeby pomógł żyć.

Dzieci, które doświadczały w swoim życiu nadopiekuńczości ze strony któregoś z rodziców, najczęściej ponoszą w dorosłym życiu konsekwencje, takie jak:

  • brak poczucia własnej wartości,
  • nadmierne poczucie wartości – „Jestem ideałem, jak możecie mi coś zarzucać”,
  • poczucie bezkarności, gdyż nie ponoszą konsekwencji,
  • brak tożsamości – „Co mam robić w życiu?”, „Kim jestem?”,
  • trudność w odnalezieniu się w nowych grupach, wycofanie, alienacja,
  • brak pasji życiowych, spontaniczności,
  • niepewność, lęk przed nowym, nieznanym,
  • trudność w utrzymaniu stałego związku, wchodzenie w zależność w związkach,
  • postawa roszczeniowa wobec otoczenia,
  • nadmierne przywiązanie do rodzica i niemożność rozpoczęcia własnego życia,
  • zaburzona osobowość, bierno-zależna, dyssocjalna (psychopatia),
  • zaburzenia lękowo-depresyjne,
  • zaburzenia odżywiania – anoreksja, bulimia.

Jak radzić sobie z nadopiekuńczością?

Rzadko na terapię zgłaszają się rodzice z powodu nadopiekuńczości, częściej przyprowadzają dziecko z objawami. Ale kiedy przyglądają się głębiej i w bezpiecznej atmosferze problemowi, zaczynają powoli dostrzegać zawarte w nadopiekuńczości komunikaty, na przykład:

  • „Nie mogę ci zaufać”,
  • „Nie poradzisz sobie w życiu, jesteś za słaby”,
  • „Nie potrafisz nic porządnie zrobić”,
  • „Beze mnie zginiesz w tym okrutnym świecie”,
  • „W życiu można uniknąć ponoszenia konsekwencji”,
  • „Mój lęk przed samotnością jest tak silny, że jestem skłonny cię unieszczęśliwić”.

Jeżeli uda się komuś przyznać do tego, że jest nadopiekuńczy, to większość pracy jest za nami. W refleksji nad nadopiekuńczością często momentem zwrotnym jest dostrzeżenie cierpienia dziecka i jego naturalnych potrzeb rozwojowych, to dopiero daje możliwość przeniesienia koncentracji z siebie na dziecko.

Nadopiekuńczość wzrasta, kiedy nie ma refleksji i żyje się w przekonaniu o swoich racjach, nie rozumiejąc ani nie dostrzegając skutków postępowania.

W procesie radzenia sobie z nadopiekuńczością ważne jest zadbanie, żeby dany rodzic nie czuł się oceniany. Poczucie winy z powodu bycia złym rodzicem jest mu dobrze znane, niczego nie zmienia, rodzi agresję i odbiera siłę. Bardzo pomocne jest zadbanie o bliską relację ze współmałżonkiem. Często druga strona ma bardziej obiektywne spojrzenie i może pomóc w pilnowaniu wcześniejszych postanowień, na przykład: nie dzwonić do dziecka, żeby sprawdzić, czy wszystko w porządku; nie zadawać pytań, czy jest głodne albo ciepło ubrane; nie udzielać rad, jak ma się zachować albo co ma zrobić; mąż decyduje, czy dziecko może gdzieś wyjechać itp. Jeżeli to nie pomaga, drugi rodzic może chronić dziecko bardziej stanowczo. Jeśli jest to poparte dobrem dziecka, najczęściej pomaga.

Proces wychodzenia z nadopiekuńczości trwa zazwyczaj kilka lat.

Bycie rodzicem wymaga ciągłej konfrontacji z własnym lękiem o bezpieczeństwo dziecka. Potrzeba siły i dojrzałości, żeby zrozumieć, że nie jesteśmy w stanie uchronić naszych dzieci. Ważne jest też rozumienie, że dojrzałość wymaga ryzyka, stresu, porażki, samodzielności. Obowiązkiem dziecka jest odejście od rodziców, a obowiązkiem rodziców jest pozwolenie na to.

Co robić?

  • „Utrudniać” rozwój zainteresowań – np. jeśli dziecko chce chodzić na piłkę nożną, tańce, najpierw szkoła, obowiązki w domu, potem pasje; dziecko powinno czuć, że to go kosztuje, że musi zawalczyć i się postarać.
  • Dziecko ma instynkt samozachowawczy i nie umrze z głodu (wcześniej odstawić słodycze).
  • Niepowodzenia i porażki są rozwojowe, mobilizują do wysiłku i starań.
  • Dziecko to też człowiek – ma swoje uczucia, swój temperament, potrzeby, marzenia.
Jakub Kołodziej – doktor psychologii; psycholog, psychoterapeuta. Od 1997 r. prowadzi psychoterapię małżeńską, rodzinną i indywidualną oraz szkolenia psychologiczne. Jest współzałożycielem i współprowadzącym Ośrodek Terapeutyczno-Szkoleniowy w Lublinie.
ARTYKUŁ UKAZAŁ SIĘ W „ZBLIŻENIACH” NR 4.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *